Newsroom na weekend: Dziś wszystko jest cyfrową sztuką
Newsroom na weekend: Dziś wszystko jest cyfrową sztuką

Newsroom na weekend: Dziś wszystko jest cyfrową sztuką

Opublikowany

Cyfrowa sztuka otacza nas ze wszystkich stron, całkowicie wypierając jej analogowe odpowiedniki. Nie wierzycie? To przeczytajcie, dlaczego tak się dzieje.

Rozpoczynając cykl tekstów poświęconych sztuce cyfrowej, naturalne wydaje się pytanie o jej definicję. Ale czy w XXI wieku ma to właściwie sens? Dziś wszystko jest sztuką i wszystko jest cyfrowe. Mamy z nią styczność niemal wyłącznie przy użyciu cyfrowych monitorów. To tak, jakby zapytać jaskiniowca o definicję obrazków na ścianie jego pieczary.
Nawet jeśli dane dzieło powstało bez użycia komputera, to dla większości odbiorców istnieje ono głównie w formie elektronicznej dokumentacji – odpowiednio skadrowanego i wyretuszowanego zdjęcia czy umiejętnie zmontowanego filmu, nie mówiąc już o interaktywnym 3D.

Na końcu więc zupełnie bez znaczenia jest to, czy dany obiekt został pieczołowicie wykuty z marmuru, czy od samego początku nie był niczym innym niż zbiorem danych.

Postmodernista Jean Baudrillard takie oddzielanie się przedstawienia symbolicznego od rzeczywistości określa mianem tworzenia symulakr-wirtualnych bytów, które stają się autonomiczne i w pewnym sensie zastępują rzeczywistość.
Wystarczy rzucić okiem na prezentacje projektów CI (corporate identity) na behance.net – ile z nich jest autentyczną fotografią wydrukowanych materiałów, a ile podkręcono w Photoshopie? Zamiast oglądać obiekty, stworzone przez designerów czy architektów na żywo, zadowalamy się wizualizacjami? Krytycy designu biją na alarm – często już przy fazie koncepcyjnej projektu myśli się o nim wyłącznie przez pryzmat spłaszczonej cyfrowej prezentacji. Co jednak z narzędziami – zaraz, czy naprawdę nie ma jakościowej różnicy między pędzlem a softwarem?

Wbrew temu, co zdarza się słyszeć na uczelniach z ust profesorów starszej daty, nie ma najmniejszego powodu, by cyfrowe narzędzia ekspresji uznawać za jakościowo gorsze od tych tradycyjnych.

Tego typu argumentacja miałaby tyleż sensu, co deprecjonowanie malarstwa neoklasycystycznego na rzecz sztuki średniowiecznej. Artyści neoklasycystyczni korzystali głównie z gotowych farb olejnych, a malarze ikon z tempery, samodzielnie przygotowanej z żółtek kurzych jajek i barwników. Jeśli doszukiwać się jakościowych różnic między narzędziami analogowymi a cyfrowymi, to co najwyżej na korzyść tych drugich. O ile bowiem tradycyjne narzędzia mogą stanowić jedynie przedłużenie naszych rąk, to cyfrowe mają potencjał, by być akceleratorami naszych umysłów, zdejmując jednocześnie wszelkie ograniczenia nakładane przez nasze ciała. Sztuka tworzona narzędziami cyfrowymi jest być może najbliższa jej esencji.
zdjęcie-2.jpg
Wystarczy spojrzeć na nowy nurt sztuki generatywnej, tworzonej za pomocą ‚rzeźbionych’ przez artystę algorytmów. Jendym z bardziej spektakularnych przykładów są fraktalne przestrzenie artysty o pseudonimie subBlue. Te krajobrazy nie tylko nie dawałyby się narysować – trudno je sobie w ogóle wyobrazić!
Sztuka nowych mediów pozwala także na bezprecedensową elastyczność w łączeniu dźwięku, obrazu i interakcji. Jednym z nowych mistrzów tworzenia audiowizualnych doświadczeń jest Ryoji Ikeda, który tworzy hybrydy dźwięku i obrazu.
Cyfrowe narzędzia pozwalają również na przenikanie się form rzeźbiarskich z dynamiczną animacją, tworząc współczesny nurt tzw. kinetic sculptures. Sama idea integralności formy przestrzennej i ruchu nie jest bardzo nowa – wystarczy spojrzeć na twórczość Alexandra Caldera.
Jednak dzięki cyfrowemu sterowaniu pozwala osiągać zupełnie nowe możliwości ekspresji. Do klasyki gatunku należą instalacje grupy Art+Com i jej niedawny ‚Kinetic Rain’.
Cyfrowe narzędzia pozwalają także artystom na wykorzystywanie olbrzymich zasobów danych i przedstawiania ich w wyszukanej artystycznie formie, dostarczając równocześnie możliwej do przyswojenia zwykłemu odbiorcy informacji o otaczającym go świecie. Lev Manovich, czołowy teoretyk nowych mediów, wizualizację danych uznaje za zupełnie nową formę sztuki, leżącą poza nurtem sztuki figuratywnej, ale nie przynależącą jednocześnie do tradycyjnie rozumianej sztuki abstrakcyjnej.
Od wczesnych lat 90. rewolucja cyfrowa jest zarazem zarzewiem rewolucji w sztuce. Wszelkie procesy związane z jej wytwarzaniem, obiegiem i odbiorem poddają się tej samej logice, co pozostałe dziedziny naszego życia. Sztuka absolutnie nie jest romantycznym skansenem przedcyfrowej rzeczywistości, jak sądzą niektórzy. Jak więc wygląda jej obecny, cyfrowy krajobraz? O tym dowiecie się z naszego cyklu.

Już w lipcu, startuje nowy projekt UPC Digital Art, wspierający młodych kreatywnych, którzy w swoich pracach wykorzystują technologie cyfrowe.

Autorem tekstu jest Kuba Koźniewski, kurator konkursu UPC Digital Art.

Kopiuj tekst

Udostępnij

Na Twój adres e-mail została wysłana prośba o potwierdzenie subskrypcji.
Potwierdzając subskrypcję wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych w celu otrzymywania treści publikowanych w serwisie.