Newsroom na weekend. Rozmowa z Konradem Jerinem, naczelnym „F5″
Newsroom na weekend. Rozmowa z Konradem Jerinem, naczelnym „F5″

Newsroom na weekend. Rozmowa z Konradem Jerinem, naczelnym „F5″

Opublikowany

- To nie ja mam być gwiazdą – gwiazdą jest marka którą stworzyłem. Myślę, że jesteśmy wiarygodni, nie udajemy, patrzymy pozytywnie na rzeczy, nie idziemy taką prostą,  wytyczoną drogą, mamy ambicje i oczekujemy od siebie więcej niż oczekuje się od nas – mówi Konrad Jerin, redaktor naczelny F5

Konrad_Jerin.jpg

Newsroom: Kim jesteś prywatnie?

Konrad Jerin: Nazywam się Konrad Jerin, jestem redaktorem naczelnym F5, prywatnie jestem mężem i ojcem.

A zawodowo? Bo już trochę uprzedziłeś moje pytanie.

– Redaktorem naczelnym F5 i przede wszystkim obserwatorem. Specyfika mojej pracy sprawia, że bardzo dużo rzeczy oglądam – razem z moim zespołem jesteśmy obserwatorami Internetu – z treści w nim umieszczanych wyciągamy wspólnie wnioski i formułujemy trendy które następnie klasyfikujemy i nazywamy, zastanawiając się równocześnie nad ich pochodzeniem i następstwami.  To wszystko staramy się robić w sposób przyjazny i czytelny dla naszych odbiorców. Działamy zarówno w formie drukowanego magazynu jak i online.

Kim jesteś w Internecie – zawodowo, a kim prywatnie?

– Nie jestem bardzo popularną osobą, bo moją rolą nie jest ani bycie zbyt głośnym ani zbytnie podkreślanie swojego zdania czy animowanie dyskusji. Popularna ma być marka którą buduję. Ponieważ moim zadaniem jest obserwowanie, nie mam jakichś nadzwyczajnych wizerunkowych ambicji czy potrzeby autokreacji, które pokazywałaby mnie z jednej strony jako osobę prywatną, z drugiej wyłącznie zawodowo. To jest ciągle ta sama osoba – Konrad Jerin. Nie wierzę za bardzo w życie w dwóch równoległych światach – zbyt dużo jest linków między światem wirtualnym i światem realnym, żeby dało się prowadzić dwie oddzielne, spójne, konsekwentne narracje.

Ok, czyli można powiedzieć, że te role jakoś się przenikają?

– Absolutnie – u mnie to się przenika tak bardzo, że np. mieszkam w miejscu pracy. W domu, w którym teraz rozmawiamy mieści się biuro – redakcja na samej górze,  ale ja tu także mieszkam. Potraktowaliśmy to z żoną – a mamy jeszcze dwuletnią córkę – jako pewien eksperyment społeczny. I po prawie już dwóch latach, muszę powiedzieć – to działa. Zresztą ja nigdy nie potrafiłem oddzielić pracy od życia prywatnego, myślę, że jestem tym szczęśliwcem u którego nie ma podziału na pracę i hobby i który robi absolutnie to co zawsze chciał robić.
Wierzę, że w innych zawodach też tak jest ale fakt, że w F5 interesują nas tak interdyscyplinarne rzeczy  sprawia, że nawet spędzając wolny czas – napotykam rozwiązania, pomysły, które następnego dnia staram się wykorzystać w pracy. Tworzymy treści, więc realizacja niektórych projektów wymaga spojrzenia ‘big picture’.
Oczywiście, pod względem technicznym coraz bardziej przestrzegam godzin pracy – po 18:00 jest bardziej czas dla córki, rodziny – ale to nie znaczy, że np. gdy oglądam bajki to nie mam przemyśleń, choćby na temat tego jakie treści pokazuje się dziś dzieciom.

A skąd taki pomysł na siebie – ten zawodowy?

– Już na studiach wiedziałem, że interesują mnie marki  i ich komunikacja. Na początku moim marzeniem była praca w dziale strategii agencji reklamowej. Wydawało mi się, że należy najpierw zdefiniować, to co chce się powiedzieć, a dopiero później jak to powiedzieć.  Miałem dość mocno badawcze, trochę statystyczne zainteresowania. Zacząłem wtedy pracę w agencji reklamowej,  w dziale strategii… to był 2006 rok  i dostałem zadanie do zrealizowania dla dużej korporacji – miałem dwa miesiące na przygotowanie dużej prezentacji na temat ówczesnego świata młodych. Bardzo się w to zaangażowałem i to mi pokazało jak wiele rzeczy dzieje się poza samą agencją – jak bardzo agencje reklamowe przestają być tym miejscem, gdzie chciałem być. Doszedłem do wniosku, że nie chcę już pracować w takim miejscu i złożyłem wypowiedzenie, praktycznie z dnia na dzień.
Wiedziałem co chcę dalej robić ale nie bardzo wiedziałem gdzie. Zawsze chciałem pisać i akurat pojawiła się możliwość dołączenia do zespołu magazynu Brief. To było jak drugie studia podyplomowe – bardzo miło wspominam spędzony tam czas. Moja praca polegała na tym, że oprócz śledzenia trendów sieci, mogłem konfrontować swoje obserwacje z opinią osób z rynku polskiego… bycie dziennikarzem magazynu pozwalało mieć wówczas do nich dostęp.
Ale wracając jeszcze do samej prezentacji o młodych – to wtedy dostrzegłem dużą wartość trend-watchingu – znaczenia obserwowania tego gdzie się jest i co jest, w tak bardzo przyspieszającym świecie. To był też czas, w którym odkryłem holenderski serwis trendwatching.com – i pomyślałem – „wow –chciałbym zrobić coś takiego na polskim rynku”.
W Briefie byłem zastępcą redaktora naczelnego ale i tu pojawił się czas, w którym trzeba było zadecydować co dalej – zostaję czy odchodzę. Wtedy zaczął się też kryzys w branży mediowej, więc doszły do tego czynniki rynkowe. Poszedłem za ciosem  i założyłem F5 czyli wydawnictwo o trendach rynku i kultury. Wierzyłem, że choć biznesowo polski rynek nadal nie był dojrzały do takiego serwisu jak trendwatching.com, to może się to udać – nawet jeżeli będziemy pracować, trochę paradoksalnie, pod prąd – nad bardziej wymagającym magazynem papierowym. Gdy wszystko wokół upadało albo było w wyraźnym kryzysie – mi wydawało się, że dobrze jest zacząć. I tak funkcjonujemy już od czterech lat.

Jaki był początkowy odzew ludzi, kiedy zdecydowaliście się na on-line i dlaczego?

– Online robiliśmy niezależnie i ten model utrzymał się do tej pory. Bo żeby mieć dobry print, trzeba mieć codzienny, dobry research. I jak już robi się research to dobrze jest go gdzieś katalogować. I ostatecznie, taka jest rola strony internetowej – wszystko , co wydawało nam się ciekawe, a co potencjalnie mogłyby później znaleźć się w princie były agregowane na stronie – w serwisie on-line. Wynikiem treści online jest papierowy kwartalnik F5 Trendbook.

A z perspektywy czasu – co dało Ci umieszczenie biznesu w sieci – czy jest coś co zrobiłbyś inaczej?

– Sam on-line ma coraz większe znaczenie także dla nas, przykładowo – polski rynek nadal nie jest rynkiem przyjaznym niezależnym wydawnictwom papierowym – w dłuższej perspektywie lepszym rozwiązaniem jest dobry on-line niż print. Mimo to sam print powinien istnieć – i to szczególnie w przypadku takich marek jak nasza – bo buduje prestiż ale wyrabia nam też pewną redakcyjną dyscyplinę – papier jest bardziej wymagający, papier się bardziej szanuje. W on-line można oczywiście napisać więcej ale rzeczy mają cykl życia 24 h – jutro nikt już nie pamięta co było dzisiaj.
Widzimy, że klienci są coraz bardziej otwarci i dostrzegamy jak zmienia się konsumpcja treści. On-line daje możliwość codziennego, bezpośredniego kontaktu z użytkownikiem,  czytelnikiem który później dostaje dobre podsumowanie całego kwartału w postaci wydania papierowego. Nie wydaje mi się, żeby ten model mógł się w najbliższym czasie zmienić.

Jak widzą Cię w Internecie inni, co o Tobie wie sieć?

– Nie mam problemu z publikowaniem informacji na Facebooku ze statusem public. Jasne – mieliśmy ostatni taki trend antyinwigilacyjny – niektórzy się chowają. Z jednej strony to rozumiem, z drugiej sam nie mam zbyt wiele do ukrycia, żeby się zastanawiać czy ktoś coś o mnie wie, czy nie. Nie zostawiam po sobie jakichś nieszczęśliwych ludzi, nie mam też za bardzo czego się obawiać. Myślę, że moja kreacja on-line jest bardzo zbliżona do tej realnej, choć o wiele bardziej angażuję się w relacje w świecie realnym niż w sieci.   Uwielbiam dyskutować, ale nie w Internecie – jestem typem totalnego gadacza, ale żeby móc naprawdę z kimś rozmawiać, muszę czuć odpowiednią atmosferę  – widzieć, że ten ktoś siedzi naprzeciwko mnie. Może jestem jeszcze z tego pokolenia, że kontakt osobisty jest dla mnie ważny… chociaż… ostatnio zainstalowałem Tindera, żeby zobaczyć o co w tym chodzi i ja sam tego nie rozumiem, to do mnie nie przemawia, ale mogę sobie wyobrazić na czym polega sukces tej aplikacji…

Na czym? Co Ci się podoba a co Cię denerwuje w sieci?

– 90 proc. treści w internecie ma ultraniską jakość. Kiedyś za dobre teksty musiałaś zapłacić… Kupowałaś książkę, gazetę – w tej chwili to wszystko jest za darmo ale 90 proc. treści to jakaś bzdura. Więc nawet tytuły wydawnicze musiały odpowiedzieć na ten trend – że wszystko jest za free – i same zaczęły umieszczać w sieci darmowe treści.
Robię kontent i wiem, że to nie jest tania rzecz – wymaga analizy, odpowiednich ludzi, zdolności precyzyjnego wypowiadania się… W tej chwili, od kilku lat widać już, że wydawcy starają się wracać do tego modelu konsumpcji, skłonić czytelnika, żeby ten płacił za treści lepszej jakości. Wychodzi to z różnym skutkiem – nawet na dojrzałym rynku amerykańskim, nie mówiąc już o naszym. Z tym, że na paywalla mogą sobie akurat pozwolić albo duzi albo bardzo specjalistyczni wydawcy. Wtedy to działa, bo mogą czerpać profity z dużego abonamentu na małej liczbie użytkowników. Ja sam jestem zwolennikiem dłuższych treści on-line – takich jak robimy w F5.

A co Cię inspiruje w sieci? Czego nie robisz w sieci i dlaczego?

– Nie kłócę się w sieci, bo internetowe kłótnie nie mają dla mnie większego znaczenia. Jest taka popularna praktyka w internecie – bezsensownego przekrzykiwania się zamiast posługiwania się faktami – nie wchodzę w takie dyskusje bo uważam, że nie mają sensu.

Czy masz jakiś sposób na zarządzanie swoim wizerunkiem?

– Nie mam. To nie ja mam być gwiazdą – gwiazdą jest marka którą stworzyłem. Myślę, że jesteśmy wiarygodni, nie udajemy, patrzymy pozytywnie na rzeczy, nie idziemy taką prostą,  wytyczoną drogą, mamy ambicje i oczekujemy od siebie więcej niż oczekuje się od nas.

Co po Was zostanie w sieci?

– Ktoś nam napisał kiedyś takiego maila, że lubi F5 za to, że to świetna ilustracja czasów  w których żyjemy. To odpowiednio zagregowane informacje, które mają znaczenie absolutnie w każdej branży. Za 50 lat, jak ktoś będzie chciał podsumować czasy w których żyjemy F5 będzie całkiem dobrym źródłem informacji o społecznych i rynkowych zmianach, inicjatywach kulturalnych. To może trochę buńczucznie brzmi ale będziemy dobrą ilustracją dzisiejszych czasów.

Czego życzysz czytelnikom raportu?

– Lepszych jakościowo treści on-line za free. I ja im to zapewnię.

Kopiuj tekst

Udostępnij

Powiązane artykuły
Wszystkie mecze Ligi Mistrzów i Ligi Europy w UPC

temu

Dążąc do stałego podnoszenia satysfakcji klientów, UPC Polska wzbogaca swoją najlepszą na rynku ofertę sportową, wprowadzając programy Polsat Sport Premium 1 i Polsat Sport Premium 2 oraz cztery serwisy pay-per-view Polsat Sport Premium. To jedyne kanały, w których będzie można oglądać wszystkie rozgrywki najlepszych klubów piłkarskich w ramach Ligi Mistrzów UEFA na żywo oraz spotkania Ligi Europy UEFA.
Rozwój oferty internetowej i inwestycje w sieć gigabitową napędzają wzrost i zwiększają satysfakcję klientów

temu

Podniesienie średniej prędkości internetu dla obecnych klientów do blisko 150 Mb/s i wprowadzenie Boosterów WiFi, dalsze inwestycje w rozwój światłowodowej sieci gigabitowej oraz rozwój oferty telewizyjnej, umocniły rynkową pozycję UPC zarówno w obszarze B2C, jak i B2B. Łączna liczba usług (RGU) wzrosła o 37 000 rok do roku, osiągając poziom 2 994 500.
Już pół miliona domów i firm w Polsce z modemem Connect Box od UPC

temu

Connect Box pojawił się w ofercie UPC dwa lata temu i od tamtej pory całkowicie zmienił doświadczenie korzystania z Internetu. Modem zyskał uznanie już ponad 500 tys. abonentów spośród ponad milionowej bazy klientów Internetu UPC Polska. To nowoczesne urządzenie, pełniące też funkcję routera, zapewnia szybkie i niezawodne połączenie z Internetem w całym domu.
Zwycięzca UPC Digital Imagination Challenge zmienia branżę medyczną

temu

Coraz częściej młodzi ludzie robią użytek z możliwości, jakie daje internet i projektują rozwiązania dla wyzwań współczesnego świata. Innowatorzy społeczni mają szansę zaistnieć i zyskać finansowanie swoich projektów dzięki dużemu partnerowi. Nieczęsto jednak korporacje wspierają inicjatywy społeczne. Inaczej było w UPC Digital Imagination Challenge. Mimo, że program organizowała globalna firma, uczestnicy mierzyli się z wyzwaniami rzeczywistości, w której żyje każdy z nas. Zwycięzca programu – FindAir, już jesienią tego roku wprowadzi na rynek swoje inteligentne urządzenie dla astmatyków, które pozwoli im jeszcze lepiej kontrolować swoją chorobę.